Całość to więcej niż suma jej składników | Blog | Solwit

UDOSTĘPNIJ

Całość to więcej niż suma jej składników

Autorka: Natalia Piechota (Liderka Zespołu Inżynierskiego, Solwit SA)

„Praca zespołowa to paliwo, które pozwala zwykłym ludziom na osiąganie niezwykłych rezultatów.”  – Andrew Carnegie

Wydaje się, że do złożenia skutecznej ekipy projektowej wystarczy grupa świetnych specjalistów. Że wystarczą kwalifikacje, doświadczenie i wiedza – wszystko perfekcyjnie dopasowane pod wymagania nowego projektu – i zespół wystartuje z pracą bez żadnych problemów.

 

Okazuje się jednak, że…

teamwork

…specjalistyczna wiedza to nie wszystko. Pomimo świetnego przygotowania technicznego, grupa osób niepracujących na co dzień w skonsolidowanej i nastawionej na konkretne zadanie GRUPIE nie uniknie wyzwań i trudności związanych z budowaniem zespołu. Wszystko to odbędzie się kosztem czasu i środków zleceniodawcy i może sprawić, że po zakończonej umowie będzie on szukał wygodniejszych i mniej absorbujących jego czas i pieniądze rozwiązań.

 

Zanim zacznę udowadniać, że warto delegować zadania sprawdzonym i stałym zespołom, warto zacytować genialne odkrycie Bruce’a W. Tuckmana i Mary Ann C. Jensen. Według uniwersalnego modelu opracowanego przez tych badaczy każda grupa powołana do jakiegoś zadania musi przejść 4 fazy:

  • Formowanie (forming) — członkowie stworzonego na potrzeby zadania zespołu są ostrożni, niepewni, wchodzą w przypadkowe interakcje, starają się uniknąć konfliktu… jednym słowem na tym etapie nie myślą o zleceniu, ale automatycznie o sobie nawzajem. W mniej lub bardziej naturalny sposób wyłania się spośród nich przywódca i to on wyławia wszystkie komunikaty, ale w tej fazie jest to w większości ogólna percepcja. Zajmie im chwilę, zanim pomyślą o sobie: MY, a o projekcie: NASZ. Kiedy już do tego dojdą, wkroczą w fazę drugą.
  • Docierają się (storming). Członkowie zespołu zaczynają budować swoje pozycje w grupie. Przychodzi czas na burzliwe rozmowy i spory. Nie — jeszcze nie o projekcie, tylko o tym, kto z nich zajmie jaką pozycję w zespole. To naturalne i nie można mieć im tego za złe.
  • Normalizacja (norming). Wreszcie członkowie zespołu pracującego nad konkretnym zadaniem wygaszają konflikty i przechodzą do rzeczowych rozmów. Idzie burza. Upragniona burza mózgów. I rozpoczyna się „konstruktywne działanie zespołu”.
  • Wykonanie (performing). A po burzy zawsze świeci słońce. Dopiero na ostatnim etapie rozwoju zespołu pojawia się odpowiedni klimat do efektywnej pracy i kosmiczna energia powołująca do życia genialne pomysły.

 

Tak to już w większości okrzepłych systemów firmowych jest, że do pracy startuje zazwyczaj utworzona na bieżąco grupa świetnych specjalistów, a każdy z nich posiada ogromne doświadczenie zawodowe i każdy jest indywidualistą. Przeważnie nigdy wcześniej ze sobą nie pracowali. Zazwyczaj najpierw „badają grunt”. Potem podczas podejmowania decyzji o rozwiązaniach technicznych nie wybierają najlepszych, bo w dyskusji unikają konfliktów i decydują się względem siebie na kompromisy. Na konstruktywną burzę mózgów jest u nich moment dopiero po dograniu zasad wewnętrznej pracy. Po drodze jeszcze etap konfliktów i wzajemnego testowania swoich umiejętności, kwestionowania pomysłów…

 

Tymczasem zintegrowany zespół może dostarczyć zdecydowanie lepszych wyników niż ten na świeżo tworzony z niewspółpracujących ze sobą wcześniej specjalistów. Oto pojawiamy się my – grupa złożona z software developerów, testerów oraz osoby odpowiedzialnej za utrzymanie infrastrukury (tzw. infra-man). Wszystkie etapy tworzenia produktu realizujemy wewnętrznie, w ramach naszego zespołu: implementacja produktu, testowanie na każdym etapie tworzenia jak również dbanie o wykorzystywany sprzęt labowy i zestawianie środowiska testowego.

 

Zleceniodawca oczywiście uczestniczy w procesie planowania, a potem siada wygodnie w fotelu, bo zespół jest samoorganizujący. A spójna drużyna od razu przerzuca wszystkie siły na rozwijanie produktu i zza ściany słychać tylko konstruktywne dyskusje.

Od pierwszych chwil projektu zespół jest dla Klienta „partnerskim ramieniem” — nie postrzega go nawet jako grupy świetnie dogadujących się ludzi, ale jako jeden organizm. Każdy w zespole zna mocne i słabsze strony współtowarzyszy – dzięki temu doskonale się uzupełniają. Nie można bagatelizować, że łączy ich coś więcej niż tylko zadania zawodowe. Wspólne zainteresowania i pasje albo po prostu otwartość na poznawanie hobby drugiej osoby są istotne, aby dobrze się czuć w swoim towarzystwie i efektywnie pracować. Zanim na dobre rozpocznie się praca nad projektem, nasz zespół zdąży być już razem w kinie, albo spędzić wieczór z planszówkami. W pracy uprawiamy w doniczkach pomidory, które później znikają na wspólnych śniadaniach. Co godzinę dla zdrowia wszyscy wstajemy zza biurka i się gimnastykujemy. Czasem nawet po pracy na parkingu odpalamy grilla — tak po prostu w ramach jeszcze lepszej integracji.

 

Może wydaje się to zabawą, ale wszystko, co zespół robi zespołowo,  buduje ich wzajemne zaufanie. A to pomaga w rozwiązywaniu zagadnień projektowych. Nikt nikogo nie udaje, każdy wie, co potrafi i a w czym, komu trzeba podać rękę i pomóc. Tak działa świetnie działająca rodzina projektowa.

 

A klient? Nagle odkrywa, że  nie musi wszystkiego ciągle doglądać i ma zdecydowanie więcej czasu na inne swoje cele. Jest zadowolony ze współpracy, a produkt trafia do niego przed wyznaczonym terminem, właśnie dzięki świetnie zgranemu zespołowi. Współpraca rozwija się na długie lata.

 

Zbuduj z nami swój zespół inżynierów. Dowiedz się więcej!